Za dwa dni Maleńka jedzie się szkolić. A przy okazji zamierza zrobić masę szalonych rzeczy: nurkować, wziąc udział w canyoningu, wykorzystać do maksimum via ferraty i... skoczyc na bungee. Nie chce za kilkanaście lat żałować, że czegoś nie zrobiła, bo brakło jej odwagi. Póki może, chce wykorzystać do maksimum okazje, które się nadażają, żeby się wyszaleć.
A teraz? Brakuje jej na wszytsko czasu, a doba jest zbyt krótka. udało się zorganizować firmową drużynę biegaczy, przeforsować kolejny cykl szkoleń, i pozamykać kilka ważnych spraw. W wielkim mieście u Maleńkiej natomiast jeden wielki galimatias. Fruwające rzeczy, stos ciuchów do prania i wyprasowania, lista rzeczy do zabrania ze sobą. Maleńka natomiast... nie może sobie znaleźć miejsca, błąka się z kąta w kąt. Zwala to na karb wyjazdu. Choć... może tak naprawdę to co innego? Może to tęsknota? Świadomość, że dwa weekendy spędzi daleko od domu? A może... może nagle, znajdując się w innym miejscu, straci poczucie bezpieczeństwa, które dają jej znajome ulice? Im Maleńka jest starsza, tym większe ma wątpliwości. No i nadal nie znalazła rozwiązania swojego kłopotu, więc nadal intensywnie myśli. Do tego musi w najbliższym czasie wybrać się na zakupy, bo odnotowała dośc duże braki w odzieży zimowej - musi więc kupić kurtkę :)
Maleńkiej przyszła do głowy jeszcze jedna myśl dzisiaj... ale o tym: ciiii...
A na koniec propozycja: muffiny krówkowe :)
wtorek, 18 września 2012
piątek, 14 września 2012
bo kiedy czegoś naprawdę chcesz...
„Przyjaciel jest tą osobą, którą przyjemnie jest ci zobaczyć w drzwiach, kiedy całą twarz masz w pryszczach, straszny katar i gorączkę. Możesz mówić: "Lepiej nie wchodź", ale on powie: "Nonsens. Wracaj do łóżka. Nastawię wodę na herbatę". /Pam Brown/
Przyjaciółka Maleńkiej będzie miała urodziny. Maleńka postanowiła więc ją zaskoczyć. I oprócz zwyczajnego prezentu, chce jej zrobić też prezent niezwyczajny. Wymaga on obecności Maleńkiej w małym mieście w piątkowe popołudnie i chwilowego opanowania kuchni. Przyjęcie urodzinowe ma być w sobotę, a Maleńka dowiedziała się, że w ów piątek, czyli dzień wcześniej, leci do jeszcze większego miasta. I jej idealny plan legł w gruzach, bo – prawdę mówiąc – nie wzięła poprawki na to, że jakiś wyjazd w tym dniu może się zdarzyć. Więc maleńka teraz kombinuje… I chyba będzie potrzebowała pomocy...
Maleńka wylatuje rano, wraca wieczorem. Planowo na lotnisku w wielkim mieście będzie o 20.45. Żeby przygotować niespodziankę potrzebuje ok. 2, 2,5 h + cały dzień na to, żeby niespodzianka mogła „dojść do siebie”.
Plan z przyjazdem do małego miasta w sobotni poranek odpada – nie ma szans na to, żeby zdążyć. Na ostatni piątkowy transport nie ma szans.
Opcja nr 2 zakładała wykorzystanie firmocar’a, ale też odpadła, bo od niedawna mają wmontowane nadajniki i Maleńka musiałaby się tłumaczyć.
Opcja nr 3 – własny pojazd – nie wchodzi w grę: jako że płynie w rejs i nie pojawi się w domu przez najbliższe 3 tygodnie (chyba J), nie odważy się zostawić go na parkingu na tak długo.
Opcję nr 4, po telefonie do taty, Maleńka również odrzuciła. Jak na złość, wtedy tata Maleńkiej nie da rady wtedy jej odebrać i zawieźć do małego miasteczka.
Maleńka wymyśliła więc, że może uda się jej przygotować tą niespodziankę w wielkim mieście i przywieźć ją ze sobą w sobotę. Ten pomysł też został odrzucony: to się nie uda z kilku powodów.
Cała sprawa zatrzymała się więc w punkcie 0.
O 20.45 w ów piątkowy wieczór Maleńka stanie na płycie lotniska i musi się stamtąd jakoś dostać do domu. Póki co, nie ma pomysłu jak to zrobić. Ale jeśli się jej to uda (a musi się udać, choćby Maleńka miała wymyślić kapsułę czasu), to przygotuje niespodziankę, nawet kosztem zarwanej nocy i zaskoczy Przyjaciółkę. Wierzy, że kiedy się czegoś bardzo chce, to „cały Wszechświat sprzyja”…
czwartek, 13 września 2012
z nosem przy szybie...
Maleńka lubi te chwile w podróży, kiedy z głową oparta o okno pociągu lub autokaru obserwuje zmieniające się krajobrazy. To dla niej czas na zastanowienie się nad przemijaniem i nad tym, do czego dąży…
Wczesny ranek. Za oknem jeszcze mrok, ludzie w wielkim mieście spokojnie sobie śpią. U Maleńkiej tymczasem dzwoni budzik. Cisza poranka napawa ja spokojem. Wtedy ma czas na sprawdzenie poczty, rozmowy z mamą, wypicie gorącej malinowej herbaty, przeczytanie fragmentu książki czy posłuchanie muzyki. Nigdzie się nie spieszy… Lubi swój dom. Kiedy jednak jest w podróży, nowy dzień wita najczęściej w jakimś obcym miejscu. Nigdy nie przepadała za hotelami. Bo kojarzą jej się z brakiem przynależności, z pustka i samotnością. Nic tam do niej nie należy. Przyjeżdża, wyjeżdża. Takie samo wrażenie miała wczoraj rano. Na szczęście dzień w jeszcze większym mieście minął jej dość szybko. Późnym wieczorem więc, zmęczona co prawda, ale zadowolona, zajęła miejsce przy oknie pociągu i rozmyślała…
Jak niewiele potrzeba, żeby się zgubić? Wystarczy jakieś obce miejsce, pociąg, który nagle w nocy zatrzyma się na nieznanej stacji, opóźniony samolot, inne lotnisko, winda między piętrami, a ty w tej windzie, w ciemności. I nagle nie wiesz, gdzie jesteś. Zdarzenia stają się nieprzewidywalne. Codzienna rutyna zostaje zburzona. I wtedy właśnie docenia się urok zwyczajności, znajome melodie, te same ścieżki, te same gesty, to nasze dobrze znane życie. Wtedy, kiedy ogarnia nas lęk przed nieznanym. Maleńka lubi takie powiedzenie, że „ze wszystkich zmartwień, którymi trapisz się w życiu, przynajmniej dziewięćdziesiąt procent jest niepotrzebnych. Doświadczeni tym lękiem tracimy gdzieś radość, boimy się, że zaraz, lada chwila, coś złego może się zdarzyć. W tych wszystkich obawach gubi się niepowtarzalny smak życia... Może właśnie rozwiązaniem jest tu odrobina lekkomyślności, beztroski? Zwyczajne chwytanie dnia i cieszenie się z każdej chwili? Uśmiechnięcie się do napotkanego na ulicy człowieka? Spontaniczny telefon do przyjaciela? Niespodzianka? Zaskoczenie bliskich czymś zupełnie nowym? Prezent bez okazji, ot tak? Może właśnie widząc w oczach drugiego człowieka radość, odnajdujemy siebie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)