wtorek, 24 lipca 2012

popołudniowy błogostan...

Jest taka chwila w ciągu dnia, kiedy Maleńka czuje się błogo. Mimo, że dookoła kręci się świat, komputery pracują, telefony dzwonią, a ludzie rozmawiają, ona - zasłuchana w ulubione piosenki, zapatrzona w błekit nieba- odpływa. Wtedy marzy, planuje, zastanawia się. Wtedy rodzą się wszystkie szalone i mniej szalone pomysły.

 To jest jej chwila szczęścia...

poniedziałek, 23 lipca 2012

poniedziałkowo...

Maleńka nie lubi poniedziałków...

Wstaje wtedy bardzo, bardzo wcześnie, kiedy większość normalnych ludzi jeszcze śpi, je śniadanie, bierze kąpiel i jedzie do wielkiego miasta. Wpada do mieszkania, ubiera sukienkę, wkłada szpilki, po czym pędzi do pracy. Zabiera z biurka kubek (dziękując w duchu, że dzięki Pani Sprzątającej zawsze jest czysty), robi kawę i zajmuje się bieżącymi zadaniami - czyta maile, drukuje dokumenty, odwiedza kancelarię i przegląda otrzymana pocztę, załatwia sprawy (jak to możliwe, że tyle sie ich nazbierało przez weekend?), przygotowuje zestawienia, odbiera telefony i chodzi na różne spotkania. Wszystko to zajmuje sporo czasu i kosztuje masę energii, wobec czego, jeszcze przed obiadem, Maleńka ma dość, a jej nerwy są mocno nadszarpnięte. Robiąc kolejną kawę z uporem maniaka powtarza, że nienawidzi takich dni i w myślach błaga, żeby mogła już iść do domu.

Zerka na zegarek. Jak na złość jednak wskazówki przesuwają się bardzo powoli. Maleńka pisze więc kolejne pisma, odpowiada na wiadomości, rozmawia z klientami, dokonuje poprawek i czuwa nad prawidłowością pewnych procesów. A że to początek tygodnia - wszystko się kumuluje, atakuje ze zdwojoną siłą. Ludzie, wybudzeni z "weekendowego snu", przypominają sobie o sprawach do załatwienia i uderzają do Maleńkiej. Wraca więc do mieszkania zdenerwowana i zmęczona... Nie byłaby jednak sobą, gdyby nie wykorzystała resztek energii na rower albo bieganie.

Wieczorem zaś, słuchając muzyki, zakopuje się w swojej ulubionej pościeli, żeby nabrać sił na cały tydzień, który przecież dopiero się rozpoczyna...

niedziela, 22 lipca 2012

sprawa się rypła

Maleńka od kilku dni zastanawia się, czego naprawdę chce. Jeszcze do niedawna miała idealny plan uwzględniający Mężczyznę. A dokładniej – jego wyidealizowany, oparty na dawnych przesłankach, obraz. Po dniu, w którym serce i umysł zdawały się wołać: „uciekaj!”, ciągle jeszcze miała nadzieję. Tak. Wiedziała, że to nie to, wiedziała, że realne powodzenie całego przedsięwzięcia jest równe zeru, wiedziała, że cała sytuacja jest wręcz absurdalna i wiedziała, że nic od Niego nie chce, a mimo to, gdzieś głęboko, dawała Mu szansę… Sentymenty są jednak sentymentami… Maleńka doszła w końcu do wniosku, że w sumie… może… tak jakoś… nie byłoby to głupie?! I tak sobie w tym bajkowym świecie trwała, widząc się u boku Mężczyzny. Naiwna, prawda???
A potem, jak zwykle, okazało się, że odrzucony Mężczyzna ma inny plan na życie i absolutnie nie zamierza prosić Maleńkiej o łaskę, ani o ochłapy uczuć. Pojawił się na scenie trzeci aktor. A właściwie aktorka – Kobieta Mężczyzny.
 Maleńka przez dwa dni udawała, że nic się nie stało, że jej to nie rusza, ani nie obchodzi. Okłamywała samą siebie i świat wokół. Dopiero dziś nie wytrzymała i się rozkleiła. Zabolał ją upadek idealnego obrazu, który stworzyła jej głowa. Zabolała ta odrobina nadziei. Nie, nie kocha Mężczyzny, ale poczuła się zazdrosna… Bo Kobieta Mężczyzny zajęła należne jej w wyidealizowanym życiu Mężczyzny miejsce. Skomplikowana sprawa i Maleńka ma świadomość, że jak najszybciej musi sprostać tej sytuacji i stawić czoła swoim uczuciom, bo inaczej będzie bardzo źle. Na początek postanowiła więc zerwać całkowicie kontakt z Mężczyzną, unikać jakichkolwiek spotkań, nie rozmawiać, nie myśleć o nim (wszystkie zdjęcia w kawałkach wylądowały w koszu na śmieci, numer telefonu zniknął z książki kontaktów, podobnie jak mail , numer gg i skype), absolutnie nie pozwalać sercu na wycinanie takich numerów i zająć się na razie wyłącznie pracą (z przerwami na sport J).
Ergo – póki co Maleńka nie ma ani czasu, ani ochoty na zabawę w miłość, a potencjalnego kandydata czeka długa i wyboista droga, nim skruszy mur, którym się otoczyła i zajmie należne mu u jej boku miejsce...